Jeszcze żyję. W tym całym pieprzonym maraźmie. Jak każdy, odczuwam pozytywy cieplejszej aury, która potrafi, oczywiście, dodatkowo wkurwić, ale to przecież całe piękno tego kraju. Za oknem jednak, czuję niekiedy Normandię - kochankę moich myśli. Oglądając zdjęcia w kolorowych szmatławcach widzę bezdroża okupione zielenią. Słońce, z lekkim wiatrem, niekoniecznie gorącym. Za to z ciepłym deszczem, który moczyłby mój łeb. Gdzieś tam w myślach mam obraz Holandii, w której przecież byłem przejazdem parę razy. Znów wraca przed oczy wojna, kule, krew, syf, krzyki, śmierć i cisza Normandii. Wierny krzyk oddanych poległych. Za rozkaz. Cóż mogę? Teraz? Nic. Z rękami w kieszeniach mogę przemierzać znajome mi lasy. Wspominać słowa Dziadka, wujków. W ciszy, spokoju. Nie muszę nawet wiedzieć, czy ktoś kiedyś tu zionął ducha. I tak tego nie poczuję. Wiem natomiast jedno. Gdy tylko coś wybuchnie - pójdę oddać życie pierwszy. Po to, by ktoś za kilkadziesiąt lat mógł tak jak ja, nie znając walczących, wspomnieć ich. To lepsze niż pamięć rodziny, która i tak o Tobie zapomni. Gloria victis. Nic nie sprawia mi takiego pustego bólu, a może i sadystycznej radości, jak zaciśnięte pięści z wiedzą, jak ludzie musieli cierpieć. Ku chwale apokalipsy. Machiny. Planu. Gloria victis.
Portishead - Roads
to live and not to breathe- Is to die In tragedy..
OdpowiedzUsuńnieźle. pozdrawiam (;